Feb 16, 2010
Maszynownia Dżender
Sterotypiarnia
Stereoptypy rządzą naszymi relacjami i zachowaniami. Swiadczy o tym chociazby owo zdanie. Elementarz tez jest pełen takich zdan. Do dziś wywoluje zdumienie u znajomych australijczyków opowiadaniem jak to, bodajze w elementarzu, zobaczylem rysunek choinki na plazy z podpisem: Australia, co na dlugi czas stalo sie moja wizja tamtego kraju. Rozumiem, że nie wiele bym zrozumiał gdyby, zamiast choinki, pojawił się gril z owocami morza na ruszcie. Tym właśnie dla mnie było źródło stereotypów, pomiędzy innymi skrzywieniami procesu socjalizacji. Nie będę rozwlekał się nad stereotypami jako takimi bo temat i nie jest ciekawy i został juz zbyt mocno roztrzepany w ogóle. W szczegółach jednak tkwi moja diabelska ciekawość. Bowiem każdy stereotyp ma swoje miejsce w dyskursie kulturowym. Obecnie różnice w kolorze skóry czy kształcie nosa ustępują na rzecz problemu mieszczącego się między nogami.
Spłeczno-kulturowa tożsamość płci zaczyna swoją dekonstrukcję od semantyki. I tak na przykład stereotyp staje się rolą. Tam tez najmocniej skupia się jej uderzenie: prosto w stereotyp.
Dekonstruktornia
Nie będe się wykłucał o obiektywność w naukach humanistycznych. Bowiem nie tędy droga. Gender jest tak samo subiektywne jak, bez obrazy, szowinizm. Także uważam za wybitnie nieistoną kwestię ogólnikową gender, ktora to jest zrodzona prawdopodobnie tylko ze zwykłej potrzeby bezpieczeństwa. Gdyż z ogólnikami jest jak z Bogiem: jest wszędzie ale tak na prawdę to nic nie widać. Jedną krytyke gender muszę skomentować albowiem ta tematyka mnie fascynuje osobiście. Mianowicie genetyczne uwarunkowania człowieka. Kreacjoniści zapewne szaleją z wściekłosci, że feministki są raczej poza ich zasięgiem rażenia. Wiara w ewolucje wydaje się być szalenie mocna wśród nich, a konkretniej wiara w możliwość świadomej ewolucji, prowadzącej ku znacznym zmianom genetycznym. Sam będąc darwnistą jestem przekonany, że wspólnymi siłami i ogromnymi nakładami cierpliwości możemy osiągnąć wiele w tej dziedzinie. Całe szczęście, nikt nie miał jeszcze takieg luksusu, gdyż jakiekolwiek naukowe próby mogłyby otworzyć drzwi do piekła (vide aryjczycy Hitlera). Tak więc wiele genetyczncyh eksperymentów pozostaje rozwiązywać na papierze, wociągając dosyć ogólne i niejasne wnioski.
Co mnie interesuje najbardziej, to owe detale, owe role jakie odgrywamy w teatrze płci. Role, które gender chce dekonstruować, rozbierać na atomy aby z nich stworzyć nowe wartości. Może się to różnie kojarzyć, faktem jest jednak, że bez stereotypów ani rusz. Z doświadczenia wiem, jak ważnym u feministek i feministów jest polowanie na nie. Nie będe sugerował nowej terminologii, choć kusi: stereotype spotting czy rolespotting brzmi całekiem ładnie, rzecz jasna w angielskim bo to teraz popularne. Tak więc ofiary(trudne słowo zważywszy na feministów, którzy takimi nie mogą być z definicji) utrwalonych schematów czują się odpowiedzialne za ich dekonstrukcje. Z mojego doświadczenia wiem, że i do zwalczania. Od razu przypomina mi się historia z ogniem, który potrzebuje paliwa aby istnieć. Tak więc bez paliwa w postaci stereotypów genderowa dekonstrukcja zaczyna wyglądać miernie, co nasuwa kolejną, tylko powierzchownie plytką, myśl: dekonstrukcja wymaga konstrukcji. Doświadczenie podpowiada mi sytuacje, w których owe stereotypy pojawiają się jakby z nikąd, sa narzucane w imię walki z nimi. Trudno przed nimi uciec albo im się sprzeciwić. Każda próba odrzucenia ich wygląda jak sygnal do ataku. Stereotypów się nie odrzuca, bowiem świadczyłoby to, paradokslanie, o podtrzymywaniu ich. Wobec czego kobieta właśnie gotująca obiad nie może powiedzieć, że lubi gotować. To jest stereotypowe. To się nie mieści w głowie feministy, który natychmiast zabrania jej tego i sam bierze się do gotowania. Należy dekonstruować mit społeczny o kurze domowej wiecznie stojącej przy garach. Przydład może i przerysowany ale jakże adekwatny. Ogromnie kusi dalsze wyolbrzymianie paradygmatu gender gdzie ostateczna wizja społeczeństwa to jego obecne przeciwieństwo. Dominatorki już, a nie domatorki.
Zajezdnia
Nawiązując dalej do paradygmatu gender, gdzie kobiety są jakoby uzupełnieniem mężczyzny w układzie patriarchalnym, oczywistą staje się droga, ktorą obierają feministki i feminiści. Bardziej interesują mnie jednak owi “nowi gentelmani”. Nowa kategoria społeczna gentelmana z lekkimi objawami schizofrenii. Nie każdy ma bowiem tyle odwagi aby puścic kobiete przodem bądź ofiarować pomoc w transporcie ciężkiej walizki. Stając przed takim dylematem nie łatwo o pomyłkę. Zastanawia więc fakt jak daleko posuniemy się w komplikacji stosunków społecznych. Czy nie wystarczy nam London Season i kolacja u królowej? Czujemy jednak jakąś desperacką pasję w tym kierunku gdyż owe kwestie od kilkudziesięciu lat są rozpatrywane praktycznie w całym układzie słonecznym. W lotach kosmicznych tez obowiązuje jakiś parytet.
Wracając jednak do unowocześnionego społeczeństwa gender, wręcz siła, nasuwa sie myśl o historii feminizmu i calej ideologii wyzwoleńczej. Żadna rewolucja nie trwa przez chwilę, a szczególnie taka, która zakłada dosyć radykalne równouprawnienie. Wiemy, że feminizm przechodził różne okresy(sic!). Cel był jednak ten sam: równouprawnienie. Feminiści są jednak całkiem nowym zjawiskiem i jeszcze nie musza o nic walczyć. Definicja jednak poszerza swój zakres, role się zmieniają i tylko historia kołem się toczy. I tak jak kiedyś, bądz i teraz kobiety walczą o swoje prawa, tak i w przyszłości widze całkiem znajomy scenariusz zdarzeń, tylko że to mężczyźni się emancypują. Czekam, wobec tego na nowy, czyli stary, obrót spraw i próbuje się jakoś w tym znaleźć, nie golić się pod pachami i ustępować kobietom. I może jeszcze kiedyś znów zobacze jak ktoś na przywitanie całuje kobiete w ręke.